Do góry
Miło mi, że odwiedziłeś mój blog. Mam na imię Piotr. Jestem początku-jącym działkowiczem - amatorem. W zasadzie to dopiero zaczynam moją przygodę. Mam nadzieję, że odkryłem w sobie no-wą pasję, którą będę mógł się dzielić z Wami. Z pewnością popełnię wiele błędów. Będę wdzięczny za konstruktywną krytykę. Wskazane błędy będę się starał eliminować, tak żeby inni mogli się uczyć na moich a nie na swoich. Zapraszam.
e-mail: admin@dzialka.net.pl
Studnia - część 3
Studnia część 3. Jest sobota. Od rana zabrałem się za podłączanie studni. Zacząłem od poskręcania osprzętu do zbiornika hydroforowego. Później demontaż starego. Kolejny etap, to doprowadzenie rury od studni. Jedno z trudniejszych przedsięwzięć. Rura fi 32. W glazurze otwór przewierciłem koronką bardzo szybko – ale przez ścianę nie miałem czym. Zrobiłem „wiertło” z kawałka stalowej rury o średnicy 1 cal. Najpierw nawierciłem wiertłem fi 16 (takie miałem największe), później przy użyciu młotka, przebiłem się na zewnątrz. Następnie ząbki mojego wiertła rozgiąłem na zewnątrz (żeby miało większą średnicę) i ponowiłem przecisk. Nie obyło się bez problemów – trafiłem w miejscu wiercenia na przewód siłowy. Na szczęście go nie uszkodziłem – jak się używa własnych mięśni, to można takie rzeczy od razu wyczuć. Musiałem tylko nieco nawiercić pod kątem. Drugi otwór na przewody elektryczne zrobiłem już samym wiertłem 16. Wypuściłem 2 przewody 3 żyłowe + jeden UTP. Jeden z przewodów 3-żyłowych podłączyłem do wyłącznika ciśnieniowego, drugi jest w rezerwie np. gdyby trzeba było zastosować jakieś kable grzejne, czy coś w tym rodzaju. Przewód UTP może posłużyć np. do zainstalowania termometru i ewentualnie czujnika poziomu wody w studzience – ale to wstępne pomysły na długie zimowe wieczory 😊. Generalnie skoro przewody mnie nic nie kosztowały (leżały sobie w garażu), to od nadmiaru głowa nie boli. Wysoki poziom lustra wody w studni uniemożliwił mi głębokie osadzenie studzienki. Zdecydowałem się więc na zamontowanie na wyjściu z głowicy studziennej trójnika. Do bocznego wylotu podłączyłem rurę do zbiornika hydroforowego, a do górnego założyłem zawór kulowy. Normalnie zawór jest zamknięty, ale przy spuszczaniu wody na zimę, otworzę zawór, woda z rur spłynie grawitacyjnie (różnica poziomów), włożę do studni przez zawór końcówkę węża i pompką na wiertarkę wypompuję wodę poniżej głębokości zamarzania. Tak więc nie będę musiał demontować pompy ani głowicy. Za wyjściem ze zbiornika hydroforowego mam oczywiście zawór, który w czasie zabezpieczania instalacji na zimę będzie zamknięty, żeby woda ze zbiornika niepotrzebnie nie wypływała. Rurę PPR od tego zaworu do wyjścia ze ściany specjalnie wygiąłem, żeby był spadek w kierunku studni. Kolejnym etapem prac było umieszczenie zbiornika hydroforowego na właściwym miejscu. Na szczęście pomógł mi w tym syn, bo zbiornik waży 50 kg i samemu miałbym z tym problem, ponieważ nie ma w tym miejscu łatwego dostępu. Po podłączeniu zbiornika zabrałem się za ułożenie instalacji na zewnątrz budynku. Na szczęście opaska wokół budynku wykonana jest z otoczaków. Wystarczyło więc zdjąć kamyki, ułożyć rurę ze spadkiem, ułożyć przewody do zasilania i całość ponownie przykryć kamykami. Pozostało podłączenie elektryczne w puszce hermetycznej oraz podłączenie instalacji do istniejącego już systemu nawadniania. Chciałem zastosować reduktor ciśnienia, tak, żeby w instalacji nawadniania mieć stałe ciśnienie, jednak po podłączeniu sprawdzałem działanie tylko na jednym zraszaczu. Okazało się, że uzyskuję niskie ciśnienie na zraszaczu. Pomyślałem, że coś jest nie tak z reduktorem ciśnienia i usunąłem go z instalacji. Niestety ciśnienie nie zmieniło się. Wtedy dopiero sprawdziłem drugi zraszacz i okazało się, że on działa prawidłowo. Myślę, że przyczyna leży w miejscu wykopu pod kanalizację. Ziemia w tym miejscu bardzo opadła (ok. 15 cm) i chyba zacisnęła wąż. Będę to musiał sprawdzić. Prawdopodobnie powrócę do wersji z reduktorem ciśnienia. Ostatnim etapem sobotnich prac było zasypanie dziur po wierceniu studni (dziury te wykorzystałem do poprowadzenia rury i przewodów do studni). Ostatnim etapem prac było umycie chodnika myjką ciśnieniową. Robiło się już ciemno, komary cięły niemiłosiernie i co najważniejsze - sił już brakowało.
Tak więc na dzisiaj instalacja działa, nawet bardzo sprawnie. Napełnianie zbiornika trwa 36 sekund, a jego opróżnianie 6.5 minuty (sprawdzone na razie na jednej sekcji nawodnienia). Będę musiał wykonać dokładną regulację wyłącznika ciśnieniowego. Chcę również sprawdzić ile wody mogę spuścić ze zbiornika na jednym cyklu pracy pompy. Na razie oszacowałem wstępnie koszt energii elektrycznej potrzebnej na wypompowanie 1 m3 wody – wyszło ok. 20 gr. To jest przynajmniej 50 razy taniej nie woda z gminnego wodociągu. Czeka mnie również rozbudowa systemu nawadniania o kolejne 4 sekcje – ale to następnym razem 😊.